Wiosenne dłubanie

Tradycyjnie już zimą (tym razem przeciągnęło się do wiosny) zabieram się za to co niedomaga w Stefce. Tym razem nawarstwiło się trochę tematów. Wyjazd pamirski kosztował trochę ten mały motocykl. Pod koniec sezonu 2020, zaledwie po 26 tyś. km od poprzedniego remontu, zaczęły pojawiać się stuki z okolicy głowicy oraz znaczne spalanie oleju (ok 400ml/1000km). Odczuwałem też, oczywiście mocno subiektywnie, spadek mocy.
Do tego z tyłu głowy miałem fakt, że od dłuższego czasu jeżdżę na połowie gwintu świecy w głowicy. Wyjąłem silnik i co się okazało. Prowadnica zaworowa, wydechowa była bardzo wytarta, tak, że zawór miał ogromny luz, można było nim głośno stukać przesuwając na boki! Wniosek, prowadnica z zaworem i uszczelniaczem do wymiany. W ramach testów kupiłem w KEDO i wstawiłem prowadnice z fosforo-brązu, zobaczymy jak się będzie sprawować. Zamontowałem również tulejkę z brązu Time-Sert firmy Wurth w miejsce zniszczonego gwintu w otworze na świecę.

Czytaj dalej

Robi się

Długa przerwa na blogu, ale nie w garażu. Silnik rozebrany, większość zamówionych części już mam. Dziś wrzuciłem nowe łożyska do karterów. Korba na wale przełożona przez Karola Najmowicza, czekam aż przyniesie listonosz.
Jak to w życiu bywa wyszło jeszcze sporo innych rzeczy do zrobienia m.in. 4 bieg do wymiany.
Ogarnę wszystkie zakupy, obróbkę silnika i napiszę podsumowanie. Już teraz śmiało mogę powiedzieć – jeśli nie jesteś maniakiem SR, nie bierz się za pełną kapitalkę silnika (robienie góry to pikuś), nawet ze 35% zniżką za wiek w Yamasze koszta są gigantyczne.
Co jednak począć, jeśli mam duży sentyment do tego motocykla i plany na kolejną, jeszcze dłuższą podróż.

Co dalej?

Stefa po wymianie tłoka przejechała ok. 55 tyś. km. Po ostatniej podróży silnik zaczął lekko postukiwać, a po dłuższym postoju motocykl puszcza niebieską chmurkę.
Cóż, nieuchronnie zbliża się następny remont. Co ciekawe SR’ka odpala nadal pięknie w każdej sytuacji, spalanie oleju jest praktycznie żadne, jednak nie mogę ignorować hałasu jaki generuje motor. Na początku miałem sporą zagwozdkę, czy rozkręcać silnik w zimę, czy może przejeździć jeszcze następny sezon w oczekiwaniu na jakieś większe objawy. Po przemyśleniach własnych i konsultacjach z kumplami postanowiłem wyjąć silnik, zdjąć głowicę, cylinder i pomierzyć co trzeba. Mentalnie i pieniężnie jestem gotowy na porządny remont całej jednostki. Zaczynam więc powolutku rozkręcać Stefkę z nadzieją, że jakoś to się ułoży i wystartujemy w przyszłym roku razem ku nowym przygodom.