Wiosenne dłubanie

Tradycyjnie już zimą (tym razem przeciągnęło się do wiosny) zabieram się za to co niedomaga w Stefce. Tym razem nawarstwiło się trochę tematów. Wyjazd pamirski kosztował trochę ten mały motocykl. Pod koniec sezonu 2020, zaledwie po 26 tyś. km od poprzedniego remontu, zaczęły pojawiać się stuki z okolicy głowicy oraz znaczne spalanie oleju (ok 400ml/1000km). Odczuwałem też, oczywiście mocno subiektywnie, spadek mocy.
Do tego z tyłu głowy miałem fakt, że od dłuższego czasu jeżdżę na połowie gwintu świecy w głowicy. Wyjąłem silnik i co się okazało. Prowadnica zaworowa, wydechowa była bardzo wytarta, tak, że zawór miał ogromny luz, można było nim głośno stukać przesuwając na boki! Wniosek, prowadnica z zaworem i uszczelniaczem do wymiany. W ramach testów kupiłem w KEDO i wstawiłem prowadnice z fosforo-brązu, zobaczymy jak się będzie sprawować. Zamontowałem również tulejkę z brązu Time-Sert firmy Wurth w miejsce zniszczonego gwintu w otworze na świecę.

Czytaj dalej

Stefą na Pamir Highway

Tak więc drodzy czytelnicy stało się, 3 sierpnia ruszam Stefką do Azji. Przed nami ok 13-15 tyś. km. Wracamy w drugiej połowie września. Trzymajcie kciuki.
Howgh!

Majówka na Ukrainie

Wyjazd spontaniczny, kolega postanowił w weekend poprzedzający majówkę wybrać się na swojej babci na Ukrainę ( https://www.facebook.com/potrzymajmipiworace/). Pomyślałem, że złapię go gdzieś w drodze i poszwendamy się chwilkę. Spędziliśmy razem 4 dni. Stefa nawinęła na koła 1,5 tysiąca kilometrów.
Pogoda nie rozpieszczała, było zimno i miejscami mocno deszczowo, ale trudy drogi rekompensowało mi doskonałe towarzystwo kolegi Bartka aka  Gompki, którego wcześniej znałem jedynie z forumowych dyskusji.
SR’ki wróciły bezawaryjnie do Polski.
Poniżej kilka fotek.

 

on the road again…

Dużo w moim życiu zadziało się i internety poszły nieco w odstawkę. Całe szczęście mam czas na jazdę Stefką. W zeszłym tygodniu zrobiłem przegląd po przejechaniu pierwszych 1000 km od remontu. Wszystko wydaje się być w porządku.
Kto wie, może pojedziemy w tym roku do Pamiru…

Wrócili

Po 30 dniach tułaczki dotarliśmy do domu. Stefce przybyło 9300 bezawaryjnych km a nam mnóstwo wspomnień. Pod drodze mieliśmy sporo przygód, mam nadzieje opisać je na blogu. Na razie siedzę nad zdjęciami.

Do następnego!

Stefa 500 Adwenczer – przygotowania

Powoli zaczynam odliczanie przed wyjazdem. Stefa dostała nowy zestaw napędowy DID VX (na starym zestawie zrobiłem 30 tyś km i ciągle się do czegoś nadaje!!!) oraz oponki Dunlop K70 tył oraz K82 tył.

Przy okazji zmiany napędu, wyjąłem wahacz i przesmarowałem wszystkie jego elementy. Sprawdziłem też łożyska w kołach i hamulce. Przed samym startem ustawię zaworki, wymienię olej z filtrem i sprawdzę dokręcenie wszystkich szpilek w ramie i silniku. Do sprawdzenia jest też stan (nasmarowania) linek, sworzni klamek itp. elementów.

Taka refleksja… 13 lat temu przed wyjazdem do Armenii w ogóle nie zawracałem sobie głowy takimi rzeczami, no może opony miałem nowe. Nie wiem co o tym myśleć, to jest chyba peseloza. Z wiekiem człowiek chce mieć coraz więcej rzeczy pod kontrolą .

Stefą w świat – edycja 2018

Lejdis end dżentelmen, bracia i siostry!

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że w sierpniu bieżącego roku Stefa, objuczona ljudami i bagażem, ruszy w świat. Tym razem planowana jest eksploracja Kaukazu i Zakaukazia. Mamy zamiar poszwendać się trochę po Inguszetii, Czeczeni i Gruzji może Armenii oraz zobaczyć co nieco w Turcji. Wracając czmychnąć przez Transalpinę i zatrzymać się na wino w Tokaju. Omijamy zabytki i wielkie miasta. Koncentrujemy się na ludziach, muzyce, drodze, dzikiej przyrodzie, lokalnym jedzonku oraz prostych sprawach. Śpimy na dziko lub u dobrych ludzi. Czasu jest dużo i nie, znaczy miesiąc. Kilometrów jakieś 8-9 tyś.. Poniżej dwie mapki mooocno poglądowe, wyjdzie w drodze gdzie trafimy.

Howgh!

Stefą w świat – Bałkany 2017

Udało się!

Krótkie podsumowanie:

Ekipa: Martyna i Ja

Motór: Yamaha SR500 vel Stefania

Czas: 16 dni

Przejechane: ok. 5290 km

Prędkość podróżna oscylowała między 70 a 90 km/h i była zupełnie wystarczająca na warunki bałkańskie. Na drogach szybkiego ruchu, bliżej Polski, troszkę brakowało.

Śmigaliśmy po drogach Słowacji, Węgier, Chorwacji, Bośni i Hercegowiny, Czarnogóry, Albanii, Macedonii, Bułgarii oraz Rumunii. Spaliśmy pod namiotem na dziko, na wybrzeżu z braku miejscówek, zaliczyliśmy 4 kampingi.

Obyło się bez poważnych awarii, na tak dużym dystansie i w tak starym motocyklu, zerwała się linka obrotomierza, przepaliła kostka lampy oraz zastrajkował napęd licznika. Dwie ostatnie usterki naprawiłem z marszu. Linki obrotomierza na podmiankę nie miałem i nadal nie mam.

W wolnej chwili postaram się naskrobać jakąś relację, a tymczasem zapraszam do małej galerii:

 

Znowu w drodze

Ostatni weekend postanowiłem przewietrzyć nieco SRkę. Przejechaliśmy razem 900 km po mazurskich drogach, tych asfaltowych jak i szutrowych. Było spanie pod namiotem, wieczorne ognicho i rozmowy motocyklowe. Czego chcieć więcej!

Stefa 500 na łonie natury

Stefania 500 na łonie natury

PS. na liczniku pojawiło się 60 tyś. km co daje ponad 14 tyś. km bezawaryjnej jazdy od czasu remontu.

Bieszczady 06-08.11.2015 zdjęcia i filmik

Siedząc w pracy w zeszłym tygodniu, rozmyślałem nad faktem, że od 15 lat, rok w rok, śmigam w Bieszczady. W tym roku jednak ich jeszcze nie widziałem, tak nie może być!

Bieszczady Adwenczer

Wpadłem więc na „wspaniały” pomysł aby pojechać na weekend, zobaczyć co słychać na Połoninach. Miałem jechać sam ale dosłownie 15 minut przed wyjazdem z garażu, zadzwonił kumpel i stwierdził, że jedzie ze mną, a co! Piątek upłynął pod znakiem jazdy przy temperaturze -1, sporym wietrzysku i niesamowitej mgle między Sanokiem a Bóbrką. Dość powiedzieć, że Karol który jechał za mną w odległości ok. 10 metrów, zgubił się! Ja natomiast, jadąc pierwszy, miałem kłopoty z odnalezieniem szerokości jezdni i zwalniałem czasem do 10km/h.

Szczęśliwie, po 10 godzinach jazdy (prędkość przelotowa SR – 80km/h) dotarliśmy w Bieszczady.

Sobotni dzień, niezwykle pogodny, to winkle na dużej pętli, śmiganie po kamieniołomie, kręcenie bączków i brodzenie w strumieniach, poznaliśmy też ciekawego jegomościa na BMW R1100RT który to dołączył do nas w połowie dnia. Wieczór spędziliśmy w wynajętym domku, przy kominku rozmawiając na jedynie słuszne tematy motocyklowe.

W niedzielę rano pożegnaliśmy się z naszym nowo poznanym kumplem i przy pięknej pogodzie i temperaturze sięgającej 10 stopni ruszyliśmy do domu. Tym razem pognałem SR i wyszło 9 godzin.

Wyjazd mega udany, jednak zważywszy na porę roku a co za tym idzie krótki dzień, widokami mogłem się cieszyć niezwykle krótko.

To chyba tyle, do następnego!

Dodatek do  powyższego posta:

Dostałem od Karola zdjęcia i filmy z jego telefonu, jakość gopro to to nie jest ale przecież Bieszczady to nie Himalaje hihi. Operator kamery: Karol na Trampku.

Trasa prowadzi z miejscowości Buk do miejscowości Terka i miejscami przecina rzekę Solinkę, gdzie w lato można się śmiało wypluskać 🙂